sobota, 6 marca 2010
fisz
Bo pod językiem błyszczy mi ostrze,
Niepotrzebny mi ochroniarz żaden, Kevin Costner.
Studio czy koncert, mikrofon w ręce:
Kiedy pan Emade wali w werbel, hi-hat to tętno, stopa to serce.
Więc czas wypłukać ci ucho cudowną nutą.
Jak pędzel o płótno, krew uderza w skronie,
Panie, panowie, główne danie na stole:
T do W do O do R do Z Y W i O.
Dzisiaj idziemy z J. na Fisza. Długo się wybierałam na jego koncert, bo właściwie nie jestem przyzwyczajona do koncertów hip hopowych. Nigdy na żadnym nie byłam, jestem ciekawa. Fisz jest mistrzem mikrofonu, choć może inaczej, niż Magik. Mimo, że są zupełnie różni, Fisz czasami przypomina mi Ostrego, oboje mają świetny smak, co do łączenia muzyki z tekstem, odkrywania, mieszania...
Już się nie moge doczekać :)
Boję się poniedziałku.
Szkoda, że nie możesz iść ze mną, trzymać mnie za rękę. Z resztą, wszystko jest popierdolone, gdy wyobrażam sobie, że siedzisz tam i słuchasz jak oni próbują coś ze mnie wyciągnąć... Wybucham histerycznym śmiechem. To nie dzieje się naprawdę.
Nieważne, jeszcze dwa dni. Biorę się w garść dla nas obojgu, jak powiedziałeś. Dzisiaj zamierzam cieszyć się Tobą i dobrą muzyką. Będziemy się całować w tłumie, Ty będziesz się schylał, a ja stanę na palcach, to nam nic nie da, zaraz stracimy oboje równowagę. Trzydzieści centymetrów ponad chodnikami...
Niepotrzebny mi ochroniarz żaden, Kevin Costner.
Studio czy koncert, mikrofon w ręce:
Kiedy pan Emade wali w werbel, hi-hat to tętno, stopa to serce.
Więc czas wypłukać ci ucho cudowną nutą.
Jak pędzel o płótno, krew uderza w skronie,
Panie, panowie, główne danie na stole:
T do W do O do R do Z Y W i O.
Dzisiaj idziemy z J. na Fisza. Długo się wybierałam na jego koncert, bo właściwie nie jestem przyzwyczajona do koncertów hip hopowych. Nigdy na żadnym nie byłam, jestem ciekawa. Fisz jest mistrzem mikrofonu, choć może inaczej, niż Magik. Mimo, że są zupełnie różni, Fisz czasami przypomina mi Ostrego, oboje mają świetny smak, co do łączenia muzyki z tekstem, odkrywania, mieszania...
Już się nie moge doczekać :)
Boję się poniedziałku.
Szkoda, że nie możesz iść ze mną, trzymać mnie za rękę. Z resztą, wszystko jest popierdolone, gdy wyobrażam sobie, że siedzisz tam i słuchasz jak oni próbują coś ze mnie wyciągnąć... Wybucham histerycznym śmiechem. To nie dzieje się naprawdę.
Nieważne, jeszcze dwa dni. Biorę się w garść dla nas obojgu, jak powiedziałeś. Dzisiaj zamierzam cieszyć się Tobą i dobrą muzyką. Będziemy się całować w tłumie, Ty będziesz się schylał, a ja stanę na palcach, to nam nic nie da, zaraz stracimy oboje równowagę. Trzydzieści centymetrów ponad chodnikami...
czwartek, 4 marca 2010
Spotkany
jestem zapięty
cierpką agrafką
nie mam ust
w sztywnym prześcieradle
przedmiot z krzyczącą nogą
pięć palców
pod windą
rzucony na łup
— nie chcę —
kopię
kopię uparte drzwi
nasłuchuję cierpliwego skowytu
czekam
zgięty nade mną
wczoraj
wszeptywał wielką prawdę
o zielonym niebie
o tańczących aniołach
opłatek wiary był tak okrągły
że mi utkwił w gardle
zjechałem w dół
kopię
kopię umarłe drzwi
chcę wjechać windą
na najwyższe piętro nieba
I nagle wszystkie moje życiowe problemy, wydają się być błahostką. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze, chociaż najgorsze opcje są najbardziej prawdopodobne.
Nie wiem w jakim stopniu moja obecność jest dla Ciebie kojąca, ale jestem w stanie oddać całą siebie, żeby tylko było Tobie lepiej. Nie znoszę widoku Twoich smutnych oczu.
jestem zapięty
cierpką agrafką
nie mam ust
w sztywnym prześcieradle
przedmiot z krzyczącą nogą
pięć palców
pod windą
rzucony na łup
— nie chcę —
kopię
kopię uparte drzwi
nasłuchuję cierpliwego skowytu
czekam
zgięty nade mną
wczoraj
wszeptywał wielką prawdę
o zielonym niebie
o tańczących aniołach
opłatek wiary był tak okrągły
że mi utkwił w gardle
zjechałem w dół
kopię
kopię umarłe drzwi
chcę wjechać windą
na najwyższe piętro nieba
I nagle wszystkie moje życiowe problemy, wydają się być błahostką. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze, chociaż najgorsze opcje są najbardziej prawdopodobne.
Nie wiem w jakim stopniu moja obecność jest dla Ciebie kojąca, ale jestem w stanie oddać całą siebie, żeby tylko było Tobie lepiej. Nie znoszę widoku Twoich smutnych oczu.
poniedziałek, 8 lutego 2010
niedziela, 7 lutego 2010
Fisz&JanisJoplin
Tęsknota mnie opętuje (jest w ogóle takie słowo?). Pamiętam jak smakuje słona skóra i jak wtedy bije serce. Pamiętam dotyk męskich dłoni na moich plecach. Mam naprawdę drobne plecy, czasami mam wrażenie, że można je objąć jedną ręką. Pewnie można. Przypominam sobie te wszystkie szczegóły, które wywołują ciepło w moim sercu. Nadzieja czasami przychodzi do mnie, niestety mogę poczęstować ją tylko herbatą. Zazwyczaj się obraża, choć myślę że zaczyna przyzwyczajać się do mojej apatycznej osoby. Może kiedyś mnie polubi.
sobota, 23 stycznia 2010
czwartek, 7 stycznia 2010
dorosłość jak początek umierania
Lubiłam moje pluszaki, które oblegały całe łóżko. Były moim życiem, tworzyłam abstrakcyjne historyjki, gdzie byłam główną bohaterką, a moim chłopakiem był
pies Robin Hood. Cały dzień wymyślałam różne scenariusze naszych spotkań. Oczywiście zazwyczaj tańczyliśmy w deszczu, a na końcu był pocałunek. Czasami
biegałam z nim po Sherwood. Dziwnie, bo właściwie wydaje mi się, że wolałam króla Artura. Nadszedł kiedyś dzień, że musiałam wyrzucić te wszystke miśki. Chciałam je,
mimo że bawiłam się tylko z Robin Hoodem. W rezultacie wyrzuciłam i tego psa.
Teraz mam prawie osiemnaście lat. Nie, żebym całe życie na to czekała jak głupia. Będę mogła kupić papierosy, pochwalić się pani w kiosku kawałkiem plastiku. Zdjęciem, na którym wyglądam poważnie. Osiemnaście lat mam, psze pani. Mogę jechać na ferie sama, bez rodziców. Nie wiem czemu, nikt się nie martwi, że przypadkiem zajdę w ciążę, zabiję się przypadkiem spadając z wyciągu po pijaku, wpadnę pod samochód... Wszyscy mi ufają tak, że sama boję się o siebie. Ojciec przynosi mi do pokoju martini, wybiera ze mną skuter (na którym baj de łej też łatwo się zabić), mama mówi coś, co chwyta mnie za serce. Prawda. Pewnego dnia, podczas moich ataków histerii, moge wyjść z domu, wsiąść na skuter, pojechać chuj wie gdzie. Nie zauważę drzewa /samochodu /ciężarówki /rowu /czegokolwiek innego i zostanie po mnie sieczka (oby!). Ale mimo wszystko mi ufa, bo jestem dorosła.
Nie chcę tego. Zamiast tego, chciałabym móc chwycić się czyjejś dłoni, poczuć się bezbronna wobec błysków w oczach. Nie chcę być dorosła. Bo to takie samotne. A to żałosne słowo.
Przytulić się do mamy to już obciach, pokazywanie swojej słabości to grzech. Łzy w oczach świadczą o przerważliwieniu, nawet jeżeli stałoby się coś strasznego. Jesteś dorosła, zacznij dbać o siebie. Przestań ryczeć po raz tysięczny. Bo napewno to przez jedno i to samo. Już nie. Ale chcę płakać, bo nie chcę być dorosła.
Obciąża moją krew
Przemierza żył korytarze
Całego świata jęk
Każda ludzkości obawa
Udeptuję skórę tej skąpanej w mroku planety
Z naiwnością na którą stać
Stać chyba tylko dziecko
Nadwrażliwość to mój wróg
Przerost duszy nad rozumem
W głowę kopcie mnie
Może ozdrowieję
Dyskretnej troski trzeba mi
pies Robin Hood. Cały dzień wymyślałam różne scenariusze naszych spotkań. Oczywiście zazwyczaj tańczyliśmy w deszczu, a na końcu był pocałunek. Czasami
biegałam z nim po Sherwood. Dziwnie, bo właściwie wydaje mi się, że wolałam króla Artura. Nadszedł kiedyś dzień, że musiałam wyrzucić te wszystke miśki. Chciałam je,
mimo że bawiłam się tylko z Robin Hoodem. W rezultacie wyrzuciłam i tego psa.
Teraz mam prawie osiemnaście lat. Nie, żebym całe życie na to czekała jak głupia. Będę mogła kupić papierosy, pochwalić się pani w kiosku kawałkiem plastiku. Zdjęciem, na którym wyglądam poważnie. Osiemnaście lat mam, psze pani. Mogę jechać na ferie sama, bez rodziców. Nie wiem czemu, nikt się nie martwi, że przypadkiem zajdę w ciążę, zabiję się przypadkiem spadając z wyciągu po pijaku, wpadnę pod samochód... Wszyscy mi ufają tak, że sama boję się o siebie. Ojciec przynosi mi do pokoju martini, wybiera ze mną skuter (na którym baj de łej też łatwo się zabić), mama mówi coś, co chwyta mnie za serce. Prawda. Pewnego dnia, podczas moich ataków histerii, moge wyjść z domu, wsiąść na skuter, pojechać chuj wie gdzie. Nie zauważę drzewa /samochodu /ciężarówki /rowu /czegokolwiek innego i zostanie po mnie sieczka (oby!). Ale mimo wszystko mi ufa, bo jestem dorosła.
Nie chcę tego. Zamiast tego, chciałabym móc chwycić się czyjejś dłoni, poczuć się bezbronna wobec błysków w oczach. Nie chcę być dorosła. Bo to takie samotne. A to żałosne słowo.
Przytulić się do mamy to już obciach, pokazywanie swojej słabości to grzech. Łzy w oczach świadczą o przerważliwieniu, nawet jeżeli stałoby się coś strasznego. Jesteś dorosła, zacznij dbać o siebie. Przestań ryczeć po raz tysięczny. Bo napewno to przez jedno i to samo. Już nie. Ale chcę płakać, bo nie chcę być dorosła.
Obciąża moją krew
Przemierza żył korytarze
Całego świata jęk
Każda ludzkości obawa
Udeptuję skórę tej skąpanej w mroku planety
Z naiwnością na którą stać
Stać chyba tylko dziecko
Nadwrażliwość to mój wróg
Przerost duszy nad rozumem
W głowę kopcie mnie
Może ozdrowieję
Dyskretnej troski trzeba mi
Subskrybuj:
Posty (Atom)
